Co nowego w muzyce: single 5/2014

Po zaprezentowanym na blogu w maju zestawie polskich singli wydanych tej wiosny (zobacz) proponuję Wam dwuczęściową wycieczkę po wybranych singlach zagranicznych artystów. W większości również są to single wydane wiosną 2014 r. (z małą domieszką utworów, które co prawda wyszły nieco wcześniej, ale ja zainteresowałem się nimi dopiero w sezonie wiosennym).

A-L-X „Allure”: Wcześniejszy singiel Szkota skrywającego się pod pseudonimem A-L-X (za nastoletniości występującego jako Alex Gardner), „Beautiful criminal”, skupiał uwagę i brzmiał intymnie. Jego następca, „Allure”, ma już większą dynamikę, wyraźniejszą rytmikę i prezentuje bardziej popowe oblicze tego jegomościa, ale to również całkiem smaczny kąsek, któremu szlachetności nadaje soulowy wokal. Szanse na pojawienie się na brytyjskiej liście sprzedaży ma zapewne większe niż swój poprzednik. Czekam na więcej muzyki od Alexa w nowym wydaniu.

BANKS „Drowning”: Tajemnicza, niedostępna Jillian Banks nadal spowija mrokiem, koi, pochłania i czaruje, podgrzewając atmosferę przed premierą swojego pełnowymiarowego fonograficznego debiutu. Chociaż tym razem nie angażuje już moich zmysłów w takim stopniu, jak udawało jej się to przy „This is what it feels like”. Ciekaw jestem, czy jej longplay będzie skrywał jeszcze jakieś tajemnice (poza samą zainteresowaną), czy może wokalistka naszkicowała już nam nader wyraźnie obraz swoich muzycznych możliwości.

Catfish And The Bottlemen „Kathleen”: Brytyjsko, indie rockowo, a na dodatek pod przykrywką energicznych, gitarowych szarpnięć – dosyć melodyjnie. Numer miał chyba sprawiać wrażenie zadziornego, i faktycznie do łagodnych trudno go zaliczyć, ale w gruncie rzeczy nie brak mu zakamuflowanych cech zarażającego, popowego kawałka. Lubię takie triki.

okładka singla „Kathleen” Catfish And The Bottlemen

Clean Bandit feat. Sharna Bass „Extraordinary”: W Europie (a także poza nią) nadspodziewanie dużą popularność zdobył w tym roku singiel „Rather be”, toteż formacja Clean Bandit poszła za ciosem i wiosnę, niemal od samego jej początku, próbowała umilić nam kolejnym singlem z mającego swoją premierę 2 czerwca br. debiutanckiego albumu „New eyes”. Kwartet liczył chyba na to, że pociągnie na tym kawałku do wakacji, o czym może świadczyć nakręcone na Kubie wideo. W Wielkiej Brytanii sukces był względny. Zbliżające się wakacje pokażą, czy Polacy swą jeszcze niesłabnącą miłość do „Rather be” przeleją na „Extraordinary”, a warto podkreślić, iż jest to kolejny po „Rather be” pogodny, taneczny utwór podszyty pobudzającą elektroniką i wzbogacony (nie tylko) smyczkowym instrumentarium. Od razu jakby słońce mocniej przyświeciło! Na wokalu udziela się tu jeszcze mało znana Sharna Bass. Na sezon wiosenno-letni „Extraordinary” to bezpieczny i dobry wybór. Korzystając z okazji, zapraszam na: Clean Bandit Polska.

okładka singla „Extraordinary” Clean Bandit

Coldplay „A sky full of stars”: Bardzo podobał mi się kierunek obrany przez zespół Chrisa Martina w utworze „Midnight”. Nadal uważam, że tym tropem warto było podążyć. Ale w wyprodukowanym przez będącego obecnie na topie DJ-a Avicii (przy czym nie jest on jedynym twórcą i producentem utworu) „A sky full of stars” odzywa się umiłowanie Coldplay do przytłaczających, porywających stadiony podkładów, za które przecież też wielu ich kocha. Piosenka świetnie sprawdzi się nie tylko w takich okolicznościach, ale również za kółkiem; do tego stanowi ukłon zespołu w stronę popowych stacji radiowych, które najczęściej wykazywały obojętność wobec kolejnych singli Coldplay. Mimo że rzeczonego singla mnie słucha się całkiem dobrze, towarzyszy mi przy nim poczucie, że w tym przypadku grupa trochę ów ukłon zrobiła za głęboki.

Colleagues „Tears” + „Parents’ house”Colleagues – pod tą nazwą kryje się szwedzki, pięcioosobowy kolektyw, eksplorujący entuzjastycznie nastrajające, taneczno-popowe, syntezatorowe brzmienia. Trudno było mi zdecydować się na jeden utwór, dlatego odsyłam do obu, zwłaszcza że oba doczekały się w tym roku teledysku.

Digitalism „Wolves”: Pobudzający przedsmak nowych electro-dźwięków od niemieckiego duetu Digitalism z nadchodzącego trzeciego regularnego longplaya. Instrumentalne „Wolves” zapowiadało wokalną wersję tego numeru, w której pojawiają się Youngblood Hawke. Siła „Wolves” tkwi jednak w podkładzie i to tę wersję bardziej polecam. Drugiej można posłuchać tutaj.

zdjęcie promujące singiel „Wolves” Digitalism

Ed Sheeran „Sing”: Spotkanie Eda z Pharrellem zaowocowało bardzo amerykańskim singlem, który miał przynieść Edowi hit po obu stronach Atlantyku (co powoli staje się faktem). Akustyczno-rytmiczny podkład, falsety, rapujący Ed – dużo tu bajerów, dzięki którym na usta ciśnie się: „well done!”. Tyle że trudno oprzeć się wrażeniu, że podkład „Sing” wykazuje pewne podobieństwa do wydanego w 2002 r. „Like I love you” Justina Timberlake’a, którego współautorem i producentem jest… zgadliście, również Pharrell. Nawet jeżeli Mr. Happy inspiruje się sam sobą, nie można mu odmówić tego, że na swojej robocie zna się doskonale, czego wyraz dał właśnie w „Sing”. Kawałek zarażający, ale mnie zaczął nudzić się dosyć szybko.

Ella Eyre „If I go”: Znana przede wszystkim z utworu „Waiting all night” (Rudimental) Ella Eyre, umieszczona następnie na 2. miejscu prestiżowego rankingu BBC Sound Of 2014, w ramach kontraktu podpisanego z Virgin EMI rozpoczęła jesienią ub. roku promocję swojej muzyki wykonywanej solo. Najpierw usłyszeliśmy jej singiel i EP-kę o tytule „Deeper” (utwór promuje od kilku tygodni Radio ZET), a pod koniec maja teledysku doczekał się żywiołowy, rytmiczny i popowy utwór „If I go”, który jako nowy singiel Eyre trafi do sprzedaży na początku lipca. Ella eksponuje tu swój drapieżny wokal, który bez wątpienia jest jej znakiem firmowym. Słuchając tego utworu, można odnieść wrażenie, że jest to kobieca odpowiedź na „Love me again” Johna Newmana. Warto posłuchać!

okładka singla „If I go”, który z ikrą wyśpiewuje Ella Eyre

George Michael „Going to a town”: Promocji albumu „Symphonica” odsłona druga w postaci coveru utworu Rufusa Wainwrighta. Ta spokojna, nastrojowa kompozycja ujęła mnie znacznie bardziej niż „Let her down easy”. Mimo że George nie jest w „Going to a town” dramatyczny, w sposobie jego śpiewania jest wyczuwalna nutka goryczy i dużej emocjonalności. Jest to utwór przepojony liryzmem i pewną dozą posępności, a przy tym po prostu ładny!

Gorgon City feat. Laura Welsh „Here for you”: „Klubowo i wyspiarsko” coraz częściej równa się „jest czego posłuchać”. Nie inaczej jest z tym utworem, tyle tylko że brak mu na moje ucho jakichś cech szczególnych, które uchroniłyby „Here for you” przed automatycznym przeskoczeniem do kategorii „zapomniane”. Za to mogę i powinienem podkreślić, że to kolejna propozycja teamu Gorgon City, która przyciąga moją uwagę. Długogrające wydawnictwo prędko poproszę!

Half Moon Run „Nerve”: Half Moon Run pochodzą z Kanady i grają posępnego, dosyć melancholijnego, a momentami nieco neurotycznego rocka z folkowymi naleciałościami, aczkolwiek w ich muzyce można odnaleźć również sporo melodyjności. Polubiłem ich w 2013 r. po kilkukrotnym zetknięciu się z debiutanckim albumem „Dark eyes”, z kolei utwór „Nerve”, który trafił wiosną do sprzedaży na Wyspach Brytyjskich jako singiel, stanowi jeden z donioślejszych akcentów tego wydawnictwa.

Indiana „Heart on fire”: Po serii pojedynczych utworów, w tym 2 singlach, które chwaliłem na blogu („Mess around” i „Solo dancing”), pochodząca z Nottingham wokalistka Indiana zapowiada debiutancki album, który ma ukazać się 11 sierpnia br. Wydawnictwo promować będzie singiel „Heart on fire”, w którym Indiana pozostaje wierna swojemu zamglonemu sposobowi śpiewania i nieco mistycznemu stylowi, choć powolnie taneczny (jakkolwiek dziwnie to brzmi) podkład nieco ożywia tę ponurą aurę. Indiana w „Heart on fire” to według mnie taka smutniejsza wersja Ellie Goulding.

okładka singla „Heart on fire” Indiany

Kyla La Grange „The knife”: Singiel numer 2 Kyli La Grange z dopiero co wydanego albumu „Cut your teeth” nie jest już tak magnetyczny, jak singiel tytułowy, ale to całkiem przyjemny, powściągliwie przebojowy utwór. Wygląda zatem na to, że w tegorocznym planie płyt do odsłuchania drugiego albumu wokalistki nie wypada mi pominąć (za odsłuch wezmę się z pewnością na dniach!). Wy również dajcie Kyli szansę.

La Roux „Uptight downtown”: Niedawno okazało się, że duet La Roux nie jest już duetem, lecz solowym projektem Elly Jackson, a ujawniony kilka tygodni temu singiel „Let me down gently” nie jest singlem, lecz jedynie zapowiedzią albumu „Trouble in paradise” (tytuł płyty nie jest chyba przypadkowy…). Natomiast pod koniec maja poznaliśmy utwór „Uptight downtown”. I to ta piosenka ma pełnić rolę pierwszego singla z drugiego albumu La Roux. Elly nie jest już w niej tak synthpopowa, jak w swoich 2 flagowych przebojach z pierwszego albumu, ale wspomniany numer jest moim zdaniem również chwytliwy i przy odpowiednim rozegraniu status europejskiego przeboju wydaje się jak najbardziej realny. Mnie piosenka wpadła w ucho już przy pierwszym odsłuchaniu (co jednak często w dalszej perspektywie okazuje się dla piosenek zgubne; oby tutaj tak nie było).

Le Youth „End of summer”: Le Youth latem ub. roku przekonywał, że jego muzyka jest „C O O L”, w karnawale ochoczo zapraszał nas do tańca („Dance with me”), a u schyłku wiosny obwieszcza koniec lata. Na początku czerwca na jego kanale na YouTube ukazało się surfingowe wideo do kawałka „End of summer”. Nie wiedząc, że Wes James tworzący jednoosobowy projekt Le Youth pochodzi z USA, można by pomyśleć, że „End of summer” to nowa propozycja z francuskiej sceny house.

Leon Else „River full of liquor”: Soulowy talent z Wysp o scenicznym kryptonimie Leon Else dostrzeżony został przeze mnie późną jesienią roku 2013 przy okazji utworu „Protocol”, który kilka miesięcy później w pozytywnym świetle przedstawiłem również na blogu (tutaj). Leon wypuszcza właśnie kolejny singiel, w którym w pełnej krasie prezentuje swój krystalicznie czysty wokal, wplatając go w soulowo-popową estetykę z delikatnie wystukiwanym rytmem. Falsety i pogłos nieco rozmywają „River full of liquor”, spowijając utwór klimatycznie marzycielską aurą. Etykietka „atmopop”, którą w kontekście muzyki Leona posługuje się serwis Popjustice, nie wydaje się zatem wzięta z powietrza.

okładka singla „River full of liquor” Leona Else

(c.d.n.)